Czy
spotkaliście się z sugestiami, by w rozmowie z Waszym
dzieckiem unikać pewnych
zachowań lub nie
mówić o
niektórych aspektach wizyty w gabinecie stomatologicznym, żeby nie
wzbudzać u niego
lęku przed dentystą? Czy takie podejście pozwoliło Wam
zrealizować zamierzone cele? Czy pomogło Wam przygotować się do
wizyty u stomatologa i zakończyć ją z poczuciem sukcesu?
Czytając
tego typu sugestie za każdym razem zadaję sobie pytanie: Ok,
w takim razie jakie mam alternatywy? Co mogę zrobić, jeśli chcę
pomóc dziecku oswoić się z dentystą? Poniżej
zaprezentuję alternatywy dla "nie - mówienia" i "nie
- robienia".
Na początek proponuję krótkie ćwiczenie –
Waszym celem jest zastąpić poniższe sformułowania zawierające
słowo "nie" ich pozytywnymi zamiennikami (najpierw podam
kilka przykładów):
Komunikat
negatywny:
Pozytywne przeformułowanie:
"nie
idź tam" "zostań przy mnie", "podejdź do
mnie",
"nie
rób tego" "zrób to i to", "zatrzymaj się",
"nie
dotykaj" "trzymaj rączki na kolanach",
Teraz
przykłady dla Was:
Komunikat
negatywny:
Pozytywne przeformułowanie:
"nie
bój się" .....................................................
"nie
będzie bolało" .....................................................
"nie
płacz" .....................................................
Alternatywy
znalezione? Super :)
Dla tych, którzy mieli problem,
wyjaśniam o co chodzi: najważniejszym celem przeformułowania jest
skupienie uwagi dziecka na tym, na czym nam zależy. Niby to
oczywiste, ale najpierw trzeba pomyśleć, co to dokładnie jest ;).
Jest to o tyle wymagające zadanie, że myślenie i mówienie o tym,
czego sobie nie życzymy, mamy utrwalone i wyćwiczone do perfekcji.
Co więcej sabotuje ono nasze wysiłki i zmniejsza szanse na
skuteczną komunikację z dzieckiem. Dlatego mówiąc:
- "nie
bój się" – skupiacie uwagę dziecka na strachu, bo o czym
innym miałoby myśleć?
- "nie będzie bolało" –
skupiacie jego uwagę na bólu, bo jakie ma w tej chwili
alternatywy?
- "nie płacz" – właśnie wtedy,
kiedy płacze, uzyskujecie efekt dokładnie odwrotny – bo
koncentrując się na własnym płaczu dziecko coraz bardziej „się
nakręca”.
Przykłady takiego postępowania można mnożyć
w nieskończoność. Wzorce te są na tyle rozpowszechnione, że
absolutnie każdemu zdarza się im ulegać ;). Co konstruktywnego
można jednak zrobić, by poprawić komunikację z dzieckiem i
zredukować jego dyskomfort związany z wizytą u
dentysty?
Przeciwieństwem strachu jest odwaga, więc
może na początek zaserwujmy komunikat "bądź
odważny"? Jeżeli dziecko jeszcze nie rozumie, co oznacza
być odważnym, można mu podpowiedzieć, że osoba odważna:
-
jest wyprostowana (w odróżnieniu od strachliwej, która się garbi
i "kurczy w sobie"),
- ma głowę wysoko uniesioną
i patrzy na dentystę (w odróżnieniu od wbijania wzroku w podłogę
lub wędrowania nim gdzieś po kątach),
- siedzi spokojnie
na fotelu i otwiera szeroko buzię (w odróżnieniu od schodzenia z
fotela, kręcenia głową, zamykania ust).
Kolejna
sprawa to ból. Przeciwieństwem bólu jest brak
bólu albo odczucie przyjemności.
Wizyta u
dentysty przynosi dziecku różnorodne doznania: owocowy posmak w
ustach i/lub uczucie chłodu żelu znieczulającego, mrowienie buzi
zdrętwiałej od znieczulenia, uczucie rozciągniętych ust podczas
pracy lekarza. Te wrażenia mogą być bardziej lub mniej przyjemne.
Tym, co może uczynić je dużo bardziej bolesnymi i nieprzyjemnymi,
jest lęk. Niekoniecznie przed samymi doznaniami: może to być lęk
przed nieznanym, przed tym, czego dziecko nie może kontrolować,
czego nie wie, czego się nie spodziewa. Czy możemy dziecku
zagwarantować, że u dentysty nie poczuje bólu?
Jeżeli
celem wizyty jest zapoznanie się z dentystą i ustalenie planu
wizyty, to nie ma w ogóle sensu o bólu wspominać. Sugeruję,
byście poinformowali dziecko o całej reszcie i na tym skupili jego
uwagę – na nowych osobach, które pozna, nowym miejscu, które
odwiedzi czy na fotelu, na którym będzie mogło "pojeździć"
w górę i w dół, etc.
Jeżeli stan uzębienia Waszego
dziecka będzie wymagał np. borowania i dentysta zastosuje nawet
najmniej inwazyjny sposób znieczulenia/leczenia, to dziecko
i tak coś poczuje. I na to, moim zdaniem, powinno
być przygotowane. Może to będzie podmuch sprężonego powietrza
lub zimno wody pod ciśnieniem, którą oczyszcza się ząb, albo
uczucie "mrówek" na twarzy. Czy coś z tego może być
przyjemne? To zależy w dużej mierze od tego, czy wszystko będzie
się działo z zaskoczenia, czy wcześniej przygotujecie się i
porozmawiacie z dentystą o istotnych elementach leczenia.
Stomatolodzy pracujący z dziećmi z reguły mają swoje sprawdzone
sposoby opowiadania dziecku o leczeniu – skorzystanie z ich
doświadczenia i poproszenie o podpowiedź może się okazać dla Was
strzałem w dziesiątkę :).
Jeżeli chcecie koniecznie
wspomnieć dziecku przed wizytą o doznaniach fizycznych, to
proponuję, by zamiast mówić, że "nie będzie bolało",
powiedzieć dziecku, co będzie czuło. Ból jest
pojęciem bardzo rozmytym i nasuwającym jednoznacznie nieprzyjemne
skojarzenia. Może słowa takie
jak łaskotanie, psikanie, rozciągnięcie czy owocowy
posmak są na tyle małe, bezpieczne i "do przyjęcia",
że pozwolą dziecku krok po kroku oswoić się w myślach z
czekającym je leczeniem?
Jeżeli macie pewność, że w
przypadku Waszego dziecka taki zabieg się nie sprawdzi, możecie
postarać się odwrócić jego uwagę od doznań cielesnych i skupić
ją na aspektach wizualnych. Stomatologie coraz częściej
oferują małym pacjentom specjalnie przystosowane gabinety, np. z
kolorowymi naklejkami na ścianach i/lub telewizorem, który umożliwi
dziecku wybranie i oglądanie ulubionej bajki podczas leczenia.
Opowiadając dziecku o tym, co będzie mogło zrobić lub
zobaczyć u dentysty, skupicie jego uwagę na pozytywnych i
znajomych doznaniach, których będzie się spodziewało.
Na
udaną (czytaj: zakończoną wyleczonym zębem) wizytę u stomatologa
składa się wiele drobnych kroków. Jednym z nich jest sposób
prowadzenia rozmowy z dzieckiem. Ważne, by stosować język
pozytywny, opisujący zachowania, które podpowiedzą dziecku, jak ma
się zachować w kontakcie z dentystą i wskażą, co może robić
podczas leczenia.
Myślę, że wobec niektórych
proponowanych w tekście rozwiązań może pojawić się zarzut: „Ale
to przecież oczywiste! Psychologowie po raz kolejny karmią nas
banałami! Do tych samych wniosków można dojść przy odrobinie
zdroworozsądkowego myślenia!”
Z jednej strony to prawda
– nie odkrywam tutaj Ameryki. Z drugiej strony - doświadczenie
pokazało mi, że nawet najprostsze i nieraz bardzo drobne
(wydawałoby się, kosmetyczne wręcz) zmiany w moim zachowaniu,
potrafiły przynieść zmianę w postawie dziecka.
Na koniec
refleksja na temat samego języka:
"Powiedz mi, a zapomnę.
Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem."
Konfucjusz